„Kiedy przyjdzie czas zakończyć życie, z pewnością zwrócę się przede wszystkim do Śmierci!”
Terry Pratchett, „Ostatni kontynent”, tłum. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka 2006
Niedawno media poinformowały o śmierci brytyjskiego pisarza fantasy, Terry’ego Pratchetta (28.04.1948 – 12.03.2015). Po wydaniu 70 książek, sprzedaniu ich w 70 milionach egzemplarzy w 37 językach i spędzeniu 44 lat na byciu profesjonalnym pisarzem, jeden z najbardziej dowcipnych, błyskotliwych i wnikliwych autorów przekroczył bramę prowadzącą do Zaświatów.
Terry wiele pisał o śmierci, bycie, który swoją pracę traktował poważnie i często zdawał się zabierać swoje ofiary z zaskoczenia.
– A JAK MYŚLISZ, CHŁOPCZE?, spytał Śmierć. CZY RZECZYWIŚCIE TU JESTEM?
– Tak… – odparł niepewnie Mort. – Ja… Przyglądałem się ludziom. Patrzą na pana, ale pana nie widzą. Tak mi się wydaje. Robi pan coś z ich umysłami. Śmierć pokręcił głową.
– ONI SAMI TO SOBIE ROBIĄ, wyjaśnił. NIE MA W TYM ŻADNYCH CZARÓW. LUDZIE NIE MOGĄ MNIE ZOBACZYĆ, PO PROSTU NIE POZWALAJĄ SOBIE NA TO. DO CZASU, NATURALNIE. MAGOWIE MNIE WIDZĄ. I KOTY. ALE PRZECIĘTNY CZŁOWIEK… NIE, NIGDY.
Wydmuchnął kółko z dymu. DZIWNE, ALE PRAWDZIWE
Terry Pratchett, „Mort”, tłum. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, 1996
Terry był przygotowany do tego, by wpatrywać się śmierci prosto w twarz.
Człowiek w Poszukiwaniu Miecza
Po raz pierwszy spotkałam Terry’ego ćwierć wieku temu, gdy planowaliśmy swoją pierwszą odbywającą się w pomieszczeniu konferencję Federacji Pogańskiej. Terry niewiele myśląc, zgodził się nam pomóc. Swoim znakiem firmowym uczynił czarny kapelusz Fedora, a jego przemowa sprawiła, że ze śmiechu spływały nam po policzkach łzy. Z humorem oceniał nasze zmagania podczas konkursu na „Najlepszą Magrat”. Dla tych, którzy nie wiedzą – Magrat Garlick, Babcia Weatherwax i Niania Ogg to wiedźmy z Kowenu z Lancre. W przeciwieństwie do dwóch pozostałych, Magrat jest newage’ową wiedźmą, z entuzjazmem używającą kryształów oraz – co dla Babci Weatherwax stanowi jeszcze większą obrzydliwość – kolorowych świec!
Terry był pod wrażeniem tego, jak utalentowani uczestnicy konkursu ożywili jego bohaterkę. Sprawiedliwie oraz wyprzedzając swoje czasy, przyznał nagrody dwóm kobietom i mężczyźnie. Badał także kilka mieczy z wystawy, nie mógł jednak znaleźć niczego, co naprawdę by mu odpowiadało. Wiele lat później, gdy Królowa przyznała mu tytuł szlachecki, wytopił metal na swoje własne ostrze z żelaza wydobytego z pola niedaleko swojego domu, 14 mil na południe od Stonehenge. Połączył go z metalem pochodzącym z meteorytu. Miecz był jego zdaniem „wysoce magiczny, trzeba wkładać w przedmioty takie rzeczy, bez względu, czy się w to wierzy, czy nie”.
Autor przyjazny poganom

W późniejszych latach miałam okazję poznać Terry’ego lepiej podczas objazdowych spotkań z autorami fantastyki i odkryłam, że jego humor w najlepszy sposób ocieplał te długie, zimne godziny, gdy kręciło się poza sceną w przerwach między dawaniem wykładów. Jak na kogoś, kto najpierw określał się jako ateista, a później agnostyk, Terry bardzo dużo wiedział o pogaństwie. Podziwiał pracę Ronalda Huttona, a jego książki pełne są spostrzeżeń, które nabierają sensu, jeśli spędziło się wiele lat w pogańskich grupach.
Było to miejsce, gdzie spotykały się czarownice.
Dziś w nocy na samym wierzchołku płonęło ognisko. W migotliwym świetle poruszały się ciemne sylwetki.
Księżyc sunął leniwie nad plamami chmur.
Wreszcie ktoś wysoki, w szpiczastym kapeluszu, powiedział:
– To znaczy, że wszystkie przyniosłyśmy tylko sałatkę ziemniaczaną?
Terry Pratchett, „Wyprawa czarownic”, tłum. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, 2001
Śmierć zdawała się go absorbować
Być może Terry czuł, że śmierć przyjdzie po niego na długo wcześniej, niż życzyliby sobie tego on, jego rodzina, przyjaciele i fani. Śmierć (w formie męskiej) był ważniejszym bohaterem jego książek i Terry często się do Niego odnosił. Jedną z jego książek, „Ciekawe czasy” (część 17. „Świata Dysku”) promowały słowa:
Terry Pratchett urodził się w 1948 roku i ciągle jeszcze żyje. Pewnego dnia w 1965 roku zaczął pracować jako dziennikarz, a swoje pierwsze zwłoki zobaczył trzy godziny później. W tamtych czasach doświadczenie w pracy miało pewne znaczenie.

W 2007 roku u Terry’ego zdiagnozowano atrofię tylnej części kory mózgowej, rzadką formę demencji. Zazwyczaj uważamy, że demencja ma związek z pamięcią, jednak w tej konkretnej przypadłości chodzi o postępujące zwyrodnienie tylnej kory mózgowej odpowiedzialnej za przetwarzanie obrazu. Objawia się ono w narastających trudnościach z czytaniem, wysławianiem, liczeniem, prowadzeniem pojazdów oraz używaniem i rozpoznawaniem prostych przedmiotów. Dla pisarza, jakim był Terry, ta przypadłość była tragiczna, jednakże przy pomocy technologii oraz asystentów udało mu się pisać książki aż do czasu, gdy był coraz bliższy śmierci.
Śmierć nie jest okrutny; jest po prostu perfekcyjny, straszliwie perfekcyjny w swej pracy.
Terry Pratchett, „Czarodzicielstwo”, tłum. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, 2009
Po otrzymaniu diagnozy Terry znalazł sobie nową pracę – prowadzenie kampanii. Stał się patronem brytyjskiej organizacji działającej na rzecz badań związanych z Alzheimerem (Alzheimer’s Research UK) i przekazał na cele charytatywne milion dolarów. Był też adwokatem na rzecz legalizacji w Wielkiej Brytanii wspomaganego samobójstwa. W 2010 roku został pierwszym pisarzem, którego zaproszono do poprowadzenia ważnego i prestiżowego wykładu Dimbleby Lecture. W tym czasie choroba znów dała się we znaki, więc Terry poprosił o pomoc w przemowie swojego przyjaciela, aktora Tony’ego Robinsona. Przemowa nosiła tytuł „Shaking Hands with Death” („Ściskając Ręce ze Śmiercią”). Terry wygłosił elokwentny i poruszający wykład na temat tego, co nazywał „rozumowym rozwiązaniem”, mówiąc o tym, że osoby nieuleczalnie chore powinny mieć prawo do wyboru tego, jak i kiedy umrą.
Z tą kwestią blisko zetknęłam się dwa razy w swoim życiu. Za pierwszym razem, gdy moja matka umierała na raka, a mądry i empatyczny lekarz pomógł nam podjąć decyzję opartą na „rozsądku” i polegającą na tym, aby zaprzestać leczenia, przyspieszając śmierć. Drugim razem ja sama byłam poważnie chora. Krążąc między życiem, a śmiercią, z radością przechodziłam granicę tam i z powrotem, jednakże nienależący do nikogo świat środka nie był miejscem, w którym można było pozostać.
NIE MYŚL O TYM JAKO O UMIERANIU – powiedział Śmierć*. – POMYŚL JAKO O WCZESNYM WYRUSZENIU DLA UNIKNIĘCIA TŁOKU.
Neil Gaiman, Terry Pratchett, “Dobry Omen”, tłum. Juliusz Wilczur Garztecki, Jacek Gałązka, CIA-Books-SVARO, 1992
Moje doświadczenia uformowały mój pogląd na wspomaganą śmierć, jednakże wykład Terry’ego sprawił, że na nowo zaczęłam myśleć nad tą kwestią. Tamtego lata prowadziłam warsztaty z międzynarodową grupą wiccan i spędziliśmy wzruszający czas, rozmawiając nad tym, jak ta kwestia dotknęła naszego życia i co w związku z nią czujemy. Wszyscy wierzyliśmy w świętość życia jako cennego i pięknego daru Bogów, jednakże znaczące było to, że większość z nas mocno trzymała się poglądu, że jednostki są autonomiczne, że nasze ciała należą do nas i mamy prawo zakończyć życie, gdy jesteśmy terminalnie chorzy. Później tego samego roku szczęśliwie miałam szansę uczestniczyć w wydarzeniu zorganizowanym przez Terry’ego, które miało wywrzeć nacisk, by zalegalizowano wspomaganą śmierć. Wydarzenie miało miejsce podczas Konferencji Partii Konserwatywnej, która nigdy nie sympatyzowała z niechrześcijańskimi punktami widzenia, jednakże elokwencja, szczerość i autentyczność Terry’ego zdobyły serce wielu.
Idąc ramię w ramię
Terry w charakterystycznym stylu zaaranżował koniec swojego życia na Twitterze.
– WRESZCIE, PANIE TERRY, MUSIMY PÓJŚĆ RAZEM.
Terry wziął Śmierć za rękę i przeszedł za nim przez drzwi, w ciemną pustynię pod niekończącą się nocą.
Terry pozostawił nas wszystkich zbyt szybko. Miliony będą za nim płakać i tęsknić, jednakże to, co zrobił dla literatury i dobroczynności, żyje dalej.